Lifestyle,  Na rowerze

Słit Morzine

 

Miały być wakacje życia i… były. Zupełnie inne niż last minute do Grecji… na szczęście (chociaż Kretę polecam).
Morzine jest miastem w którym nie da się nudzić. Typowo alpejska wioska, z wąskimi uliczkami, cudownymi okiennicami i wszechobecnymi sercami, których po powrocie miałam dosyć i za którymi teraz tęsknię.

Morzine to również niezliczona ilość wyciągów, którymi podróżuje się nawet do Szwajcari za całe 1€, dziennie oraz pyszne wina i bagietki za niewiele więcej.
 

Zdjęcie autorstwa Mateusza 🙂

 

Piękne alpejskie widoki towarzyszyły nam cały czas. Podziwianie ich odbywało się głownie z niezliczonych kolejek linowych.

 
 

Wodospad Le Brochaux.

 

Oczywiście zarówno dla mnie (jako nierowerowej) jak i reszty głównym punktem programu były trasy downhillowe, których było równie dużo jak wyciągów.
Kuba na trasie w Lindarets.

Chłopaki na lokalnym A-line w Morzine.

Daily Shot z Vitala.

Bonus dnia spędzonego w krzakach. Sam Dale z teamu Madison Saracen.

Na koniec słit mix ze słit Morzine :).

 

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.