#momentsmorzine 2015

Napisany przez dnia Sierpień 12, 2015 w Life, Na rowerze | 0 komentarzy

Tym razem nie będzie wstępu bo jest dużoooooo zdjęć 🙂

PS. Piosenką wyjazdu było https://youtu.be/YqeW9_5kURI 🙂

 
Jedziemy… miałam opory… ale mnie namówili… na szczęście ekipa rowerowa do nierowerowej wynosiła 2:3 🙂 i założenia miałam inne niż poprzednio, czyli odwiedzić jak najmniej tras rowerowych, bo te zwiedziłam aż za dobrze dwa lata temu…

Uzbrojona w jedyny słuszny podręcznik stylu pojechałam z nim po to, aby przechodzić prawie cały tydzień w jednych spodenkach ;p
 
Morzine przywitało nas deszczem.
 
Croissanty były moją zgubą na tym wyjeździe. Zjadłam ich tyle, że powinnam się z tego wyspowiadać 😉

 

Dla tych co byli, ale nie odkryli tej rodzinnej piekarenki i dla tych co będą. TU są NAJLEPSZE. Wiem, bo przetestowałam inne.  Bardzo polubiłam tu zachodzić bo prowadzi je mega sympatyczne małżeństwo. Marzyło mi się, żeby im zrobić portret, ale wstydziłam się poprosić… :/ Może w przyszłym roku 🙂
 
Owczarek australijski. Co drugi pies w Morzine był tej rasy, też takiego chce!

 

La Cascade de Nyon. Ten sam kadr inna ekipa.
 
Polsko-francuska kolacja… znaczy wódka i ogórki były z polski 🙂  Z serii polak potrafi filiżanki od espresso zamiast kieliszków 🙂
 
Naje…., to idziemy oglądać zawody w Mt Saint Anne.

 

Dziwnie było oglądać te zawody z bandą podpitych angoli…

 

 
Szukają WiFi i że niby ja jestem uzależniona…

 

Avoriaz. To zaskakujące, że poprzednio przechodziłam tam ze trzy razy a dopiero teraz weszłam do środka.

 

Marta 🙂

 

Cascade le Brocheaux

 

Nasz strażnik 🙂

 

Pointe de Mossettes

 

Kwintesencja Morzine 🙂

 

Wino i croissanty, będę za tym tęsknić całą zimę…
 
Burgery też był ok.

 

Auto w kolorze wody, czemu nie…
 
Lac de Montriond z owczarkiem australijskim.

 

 

Ależ mi się podobał ten obrazek 🙂

 

Proszę Państwa, Mateusz będzie gotował… i nawet mu wyszło! 😀

 

Rafał 🙂

 

Kuba na pokazie zumby 😉

 

Zmęczone Janusze 🙂
 
Aneccy i jezioro Montriond były dla mnie głównymi punktami tego tripa.

 

Annecy jest w zasadzie nie do opisania słowami. Trzeba je odwiedzić i zobaczyć na własne oczy.
 
Mega klimatyczne podcienia…

 

Wąskie uliczki z balkonami nad kanałami…

 

Dużo turystów ale jakby mniej komerchy niż u nas…

 

Krawcowa szyjąca garnitury, no nie mogłam przejść obojętnie!:)

 

Ten obrazek wypatrzyła mi Marta :*

 

Czas na kilka widokówek.

 

Ta Pani przyjechała sobie na lunch do parku na hulajnodze. Pięęękny widok, zupełnie tak jak w moich książkach 🙂
 
Wracamy do rzeczywistości czyli Mt. Chery w Les Gets.

 

Jeszcze kilka Morzinskich portretów z ukrycia 🙂

 

To wino było zdecydowanie naszym ulubionym w ciągu tego tygodnia, a kilka skonsumowałyśmy. Do Łodzi zabrałam wszystkie kolory tego trunku. Białe też pyszne 🙂

 

Best friends w zasadzie jak siostry, to już 15 lat 🙂 fot. Kuba
Mateusz „Pan Hot Dog” oprócz autorskiego przepisu na hot dogi z serami pleśniowymi zmasakrowanymi ketchupem odkrył piwo o wymownej nazwie z adekwatnym stosunkiem mocy jebiącej do ceny :), ważone w stylu „Janusz na robocie”  Napój działa 🙂

 

Ostatnia kolacja… 🙁
 
I wracamy…
…dokąd za rok?

I jeszcze bonus rowerowy na koniec.

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress