Rowerowe pocztówki z wakacji. Bieszczady <3

Napisany przez dnia Sierpień 16, 2017 w Na rowerze | 0 komentarzy

Ostatni post na tym blogu był w lutym, napisałam tam, że mam nadzieję, że następny wpis będzie szosowy 🙂 I co? I udało się ;p
Trochę to trwało i trochę kilometrów musiałam przejechać zanim będę miała w tym temacie coś do powiedzenia, ale z perspektywy ostatniego półrocza (bo tyle trwa moje szosowanie) i przejechania ponad 2 000 km, wiem już to co wiem, i mogę się tym z Wami podzielić 🙂 
Wraz z tym wpisem rozpoczynamy nowy kolarsko-fotograficzny rozdział bloga…oczywiście z babskiego punku widzenia 🙂

Szosowe (ale nie tylko) opowieści zaczniemy od Bieszczad. Nie jest to najbardziej oczywisty kierunek szosowy, ale w zasadzie wybierając destynacje na odpoczynek kierujemy się najpierw tym gdzie chcemy jechać a dopiero potem lustruje mapę ile asfaltu będę miała do dyspozycji. No cóż Bieszczady to nie Beskid Niski :p (w którym się zakochałam po majówce, były to moje pierwsze szosowe góry w życiu <3). Nie ma specjalnie bocznych dróg, jest główny asfalt łączący po kolei wszystkie ważne miejscowości, każda pętla ma od 70 km wzwyż i ponad 1 000 m przewyższenia. Opracowałam sobie tylko jedną pętle w okolicach 50 km i 800 m przewyższenia i znalazłam w okolicach domu przełęcz tzw. regeneracyjną :). Był też incydent mtb, czyli wgramolenie się na Jasło z piękna 360 stopniową panoramą i jedna wycieczka z buta, ale jakoś mięśnie do chodzenia nie przyzwyczajone i umęczyliśmy się bardzo :). O tym wszystkim za chwile. 

Baza wypadowa była w Cisnej. Trafiliśmy na super fajną kwaterę z cudownymi gospodarzami, którzy tworzą niezwykle domową i ciepłą atmosferę <3. I była to pierwsza kwatera, a w zasadzie ludzie w moim życiu od których wyjeżdżać nie chciałam. I do których na pewno wrócę. 
Tutaj namiar https://www.facebook.com/narozstaju/

 

 

 

Bieszczadzką rozgrzewkę zrobiliśmy jeszcze w dniu przyjazdu. Po 6h jazdy w aucie miało być lajtowo i nie za długo, ale Jakub nie zabrał mapy i trochę za daleko się wypuściliśmy zapominając, że góry to nie łódź i przewyższenia nie wynoszą do 400 m 🙂 Końcówka od Hoczewa była cały czas pod górę, już po zmroku i z niską temperaturą i z tą ostatnią przełęczą nad Habkowicami, którą od pierwszego dnia szczerze znienawidziłam ;), ale co nas nie zabije to nam nerwy popsuje 🙂
Jeszcze jedno spostrzeżenie dotyczące Cisnej. Jest usytuowana tak, że na koniec z której strony byście nie jechali będzie mniej lub bardziej pod górę :). 

Odcinek Cisna – Terka zaliczam do moich ulubionych bieszczadzkich asfaltów, zrobiłam go jeszcze pare razy w różne strony podczas tego pobytu. 

Bukowiec – Polańczyk jest co podjeżdżać 🙂

Trasa:
Cisna -> Dołżyca -> Polanki -> Terka -> Bukowiec -> Wołkowyja -> Polańczyk -> Myczków -> Berezka -> Średnia Wieś -> Hoczew -> Baligród -> Jabłonki -> Cisna 

 

Ruiny dzwonnicy – Terka

 

Polańczyk

 

Przełęcz nad Habkowicami

Bieszczady romantyczne to najkrótsza z możliwych pętli. Bardzo przyjemna pętelka nie za długa nie za krótka 🙂
Odcinek Baligród -Wołkowyja przez Przełęcz nad Stężnicą też dodany do ulubionych 🙂 Końcówka z serii tych stromych 10% 🙂
Odcinek od Przełęczy nad Habkowicami średni asfalt.
Trasa: 
Cisna -> Baligród (przez Przełęcz nad Habkowicami) -> Stężnica -> Górzanka -> Wołkowyja -> Bukowiec -> Terka -> Polanki -> Dołżyca -> > Cisna 

Przełęcz nad Stężnicą

 

Przełęcz nad Stężnicą

 

Przełęcz nad Stężnicą

 

Przełęcz nad Stężnicą

 

Solinka

Trzecie kółeczko, chyba moje ulubione w całości. Nie ma słabych punktów 🙂 Love Love Love szczególnie Przełęcz Wyżna, najładniejsza chyba jaką do tej pory widziałam. 
Trasa:
Cisna -> Dołżyca ->Kalnica (przez Przełęcz Przysłup) -> Smerek -> Wetlina -> Ustrzyki Górne (przez Przełecz Wyżną i Przełęcz Wyżnianską) -> Bereżki -> Stuposiany -> Dwernik -> Nasiczne -> Brzegi Górne -> Wetlina -> Smerek -> Kalnica -> Dołżyca -> Cisna

Przełęcz Wyżna

 

Przełęcz Wyżna

A potem trzeba było trochę odpocząć, więc postanowiliśmy jak mawia klasyk „Jak zwierzeta…na nogach” obejść przydomowe górki. Oj jaki to był zły pomysł, na rowerze lepiej :p Wyszło jakieś 20 km z buta ale Strava nie dała rady 🙂

 

 

 

 

 

Na szczęście przydomowe warunki pozwalały na efektywny relaks 🙂

 

A potem było już na szczęście tylko rowerowo 🙂 i wyciągłam Jakuba na romantyczne kółko, żeby nie było za krótko dodaliśmy jeszcze do całości przydomową przełęcz o której za chwilę. 

Janusz i Grażyna szczęśliwa rodzina ;p

 

 

 

I tego dnia nastały 37 stopniowe upały…

 

Nadszedł czas na epizod mtb, czyli wczłapanie na Jasło. W tym upale było to straszne doświadczenie, ale widok na szczycie wynagrodził dużo. 

Jeżeli chodzi o tzw. bieszczadzkie enduro to z tym tematem walcie do Kuby bo mówi, że jest zajebiście. Wszystkie szlaki objechał i może udzielić wszelkich informacji :). Zresztą z tego co wiemy w niedługiej przyszłości wokół Cisnej mają powstać jakieś single 🙂

 

 

 

 

Zmęczeni ponad tygodniem jeżdżenia i nieludzkimi upałami postanowiliśmy sobie na zakończenie pojechać jeszcze pętlę bieszczadzką ;p Było ciężko bo 1700 m przewyższenia samo się nie zrobi a w najgorętszym momencie na liczniku miałam jedyne 38 stopni Celcjusza, ale te widoki… :D… szkoda, że aparat się rozładował…

Cisna -> Wetlina -> Brzegi Górne -> Dwernik -> Lutowiska -> Czarna -> Przełęcz pod Ostrem -> Polana -> Chrew -> Terka -> Dołżyca -> Cisna

 

 

 

 

 

 

Najlepsze pierogi dają w Karczmie Łemkowymie 🙂

 

Mieszkając w Cisnej w zasadzie pod nosem bo z Lisznej możecie sobie podjechać na Przełęcz nad Roztokami. My ją roboczo nazwaliśmy regeneracyjna 🙂

Fajny asfalcik, praktycznie zero ruchu, trochę zakrętasów żebym miała się czym stresować 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Aha no i jeszcze moje bieszczadzkie rozczarowanie czyli Solina. Komercha, Mielno i Januszewo. Byłam, zobaczyłam, odhaczyłam. Nie polecam…

 

Zostało jeszcze zrobić pożegnalne ognisko z nalewką naszej kochanej Gospodyni i wrócić do płaskiej Łodzi :/

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress