Pętla beskidzka – nie taki diabeł straszny.

Napisany przez dnia Grudzień 14, 2017 w Na rowerze | 1 komentarz

Pętla Beskidzka, klasyk każdego szosowca. Nie miałam jej w założeniach na 2017 rok, ale jakoś tak wogule miałam mało założeń. W zasadzie jedno, jeździć jak najwięcej 🙂 Raczej się udało.
Na 2018 mam za to tyle planów i celów, że chyba mi roku nie starczy ;p, ale wróćmy do Pętli Beskidzkiej. Mentor, trener i konkubent kazał mi pojechać, to pojechałam. Pierwszy raz, bo kazał, drugi bo mi się spodobało 😀

Powiem Wam, że z tą pętlą to jest trochę tak, że pierwszy raz jedziesz żeby przeżyć, za drugim razem jak już wiesz jak jechać, cieszysz się niesamowitymi widokami, za trzecim razem, zamierzam skupić się na średniej 🙂 Jest to chyba najtrudniejsza pętla jaką jechałam w mej krótkiej karierze i oprócz pętli bieszczadzkiej ma najwięcej przewyższenia. Daje mega dużo satysfakcji i jest niesamowicie fotogeniczna 🙂 Mimo, że nie jest łatwo, jak widać na moim przykładzie, początkująca osoba sobie z nią też poradzi. Będzie bolało, ale ma boleć! Poniżej wrzuciłam screen ze Stravy, z drugiego przejazdu (na pierwszym telefon nie ogarnął i się pogubiłam). Wiem, wiem ta średnia jest do poprawy, ale muszę jechać bez aparatu ;p

Skąd zacząć i w którą stronę jechać?

Ja dwa razy jechałam tak samo tylko z różnymi początkami. Pierwszy raz startowałam z Bielska w stronę Szczyrku. Za drugim zaczęłam z samego Szczyrku w stronę Wisły. Z Bielska było moim zdaniem lepiej (mimo, że do zrobienia dodatkowe kilometry). Miałam czas żeby się rozgrzać przed Przełęczą Salmopolską, a nie jest to krótki podjazd, raczej z tych nie kończących się, lubię go, mimo, że na zimno boli 😀

Na samej przełęczy nic ciekawego na nas nie czeka poza równiusieńkim unijnym zjazdem do Wisły. Idealnym na Vmaxy. Jak ktoś lubi oczywiście szybko zjeżdżać, ja wole podjeżdżać ;p To jest dla mnie też kryterium, dlaczego jeżdżę w tę stronę. Podjazd od Szczyrku nie jest tak równiutki jak zjazd do Wisły.

 

 


 

 

Rozgrzani? To jedziemy dalej. W Wiśle Malince skręcamy na podjazd pod Zameczek Prezydencki. I od tego momentu zaczyna się samo piękne 🙂 Najpierw zapora nad jeziorem w Czarnem, potem sam zameczek.  No jak tu się nie zatrzymać na bananka i selfika?

 

 

Był podjazd, musi być i zjazd, do Istebnej 🙂 I tak w zasadzie w kółko ;p

W Istebnej można śmiało zrobić pitstopa, przed Wami jeszcze Koniaków a potem już z górki. Za drugim razem jechałam ten odcinek pod wiatr a Koniaków jest bardzo otwartym terenem, więc jak wieje jest średnio, ale widoki miażdżą system. Zresztą jak cała ta pętla. 

 

 

Kochane/ni jak to przetrwacie, to już potem jest miły, przyjemny i uroczy powrót do domu. Na krótkim odcinku na wysokości Kamesznicy, kończy się na chwilę asfalt, wiec dobrze jest się nie rozpędzać, bo można sobie uszkodzić koła. Jeżeli chodzi o odcinek Kamesznica – Milówka, to za każdym razem jechałam fajnym asfaltem wzdłuż S1 (za pierwszym razem się zesr$&#m, że droga się skończyła i będę musiała tą S1 wracać, zaprawde czasem blond daje o sobie znać… na szczęście jeden miły Pan kierowca powiedział, że mnie poprowadzi…trzeba zjechać pod S1 i przejechać z lewej na prawą, potem już prosto do Milówki). Podobno, znaczy na pewno jest jeszcze boczna ścieżka przez Szare, ale ja jej nie odkryłam, chociaż świta mi gdzie może odchodzić. Muszę to sprawdzić w przyszłym roku :). Koniaków też ma parę wariantów bocznych, widokowych. Jak się pogubiłam to je trochę odkryłam, ale w stresie byłam, więc mało pamiętam 😀

 

 

Po tak pięknych widokach Milówka i Węgierska Górka nie zachwyca niczym, trzeba je przejechać. Ponownie miło jest po skręcie (pod wiaduktem) na Twardorzeczkę i Buczkowice. Mamusiu, jak ja lubię ten odcinek. Nie ma długich podjazdów. Jest tak klasycznie góra, dół po otwartym terenie. Jak wracasz już po południu, z ciepłym przyjemnym światłem jest perfekcyjnie <3. No i widzisz już Skrzyczne, a to oznacza, że jest blisko do domu. Idealny odcinek na odpoczynek i wyczilowanie. Ten dosyć lajtowy powrót jest kolejnym powodem dla którego jeżdżę pętle w tę stronę. Chociaż mógłby być też niezły na rozgrzewkę, no nie wiem sama… może w przyszłym roku sprawdzę 😉

Ten odcinek Buczkowice – Lipowa – Pietrzykowice mam włączony do innej pętelki, ale o tym kiedy indziej. 

W temacie ruchu drogowego to chyba najgorzej jest w Milówce i Węgierskiej. Ciasno i tłoczno, ale tam jest z górki, więc szybko zapominasz o tej niedogodności :). Cała reszta traski ma średni lub niewielki ruch a odcinkami jesteś królem asfaltu. 

Osobiście kocham i pewnie jeszcze nie raz, nie dwa, nie trzy przejadę. Mam nadzieję, że przekonałam nie przekonanych i pomogłam w podjęciu decyzji. To co dopisujecie Beskidzką do listy celów na 2018?

Po prostu Must Ride 🙂

 

 

1 komentarz

  1. zdecydowanie za mało publikujesz 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress