Lifestyle,  Na rowerze

Last month – kwiecień. Szczęśliwmy się :)

 

Kwiecień, miesiąc budzenia się do życia, zrzucania zimowych ciuchów, koloru zielonego i temperatury powyżej 10 stopni 🙂 W tym roku pierwszy wiosenny miesiąc dał nam wiele powodów do szczęśliwienia się. Można było wyjść po pracy na krótasa na rower 😀 i otworzyć sezon wyjazdowy <3.

W związku z tym, że tworzenie wpisów na bloga wymaga czasu a z wiadomych powodów lepiej jest w tym czasie jeździć na rowerze albo jeść lody, postanowiłam Wam skondensować cały miesiąc w jednym poście. I tak oto przed Wami pierwszy z nowej serii wpisów Last Mont – kwiecień, czyli wiosenne przebudzenie 🙂 

Kwiecień rozpoczął się pod hasłem planujemy majówke 🙂 Opcji było wiele, dogodzić wszystkim się nie dało a baza noclegowa kurczyła się z dnia na dzień. Jedno było pewne jedziemy na południe 🙂

 

  1. Livek moja nowa szosowa maszynka w końcu został wyprowadzony na spacer. Muszę powiedzieć, że początek nie był wygodny, ale mam nadzieję, że jesteśmy już na ostatniej prostej do dogadania się.
  2. Dziewczyny koszulki od La Passione bomba. Jak dorobię się spodenek do kompletu to coś wysmaruje na temat damskich ciuchów rowerowych. 

 

Móc wyjść po pracy na rundkę, bezcenne <3

 

Koty zawsze dobrze wyglądają w internecie, zwłaszcza Benek! 

 

Pierwszy wyjazdowy weekend. Nowa miejscówka, Ślęża i Radunia. Pensjonat Mieszko i Jagienka, mega klimatyczna miejscówka, nawet bez drzwi w kabinie prysznicowej. Chłopaki szaleli po trialsach, dziewczynki jeździły po szlakach. Fajne miejsce nawet dla osób, które po prostu lubią pojeździć po górach a nie łomotać się po technicznych secret ścieżkach, żeby nie powiedzieć dla Grażyn kolarstwa górskiego 😀

 

  1. Niebieski na radunie, polecamy 🙂 Mońcia i Agata. 
  2. W drodze na Radunie.
  3. Sunsety… zwłaszcza te na kwaterach na przełęczach. Tęskniłam całą zimę. 
  4. Zamek „Górka”.

 

Zdradzę Wam gdzie w Łodzi są najlepsze lody włoskie. Rynek Barlicki, hala mięsna, okienko z boku. Totalnie odjechany smak dzieciństwa. Historyczna maszyna do lodów i przemiły Pan wyciągnięty żywcem z lat 90 w białym fartuchu! 

 

Kwintesencja wiosny. Odkurzyłam Nikona i pojechaliśmy grać w zielone, znaczy kontent robić 🙂

 

 

 

Urodzinowy prezent <3

Mońciowa mega strzała. Wiecie… #howtobeparisian 😉 a tak na prawdę tramwaje latem, to nie najszczęśliwszy pomysł. Jak się ma 4 km do pracy pod górkę to jest to akuratny dystans na dobudzenie się a z powrotem z górki jestem w 15 minut w domu 🙂 I lubię jeździć Piotrkowską! 

 

 

 

Nadszedł czas „kwietniowego wyjazdu majowego”. Udało się skorzystać z najdłużej opcji. Padło na Szczyrk, jako bazę wypadową na bielskie i wilkowickie ścieżki, pętle beskidzką, pętle żywiecką i Javorowy Wierch, ale o tym więcej w poście majowym. 

1. Beniu też by pojechał na majówkę. 
2. Zapora w Tresnej, mój obowiązkowy punkt szosowy w drodze na przełęcz Kocierską.
3. Najdłuższa i najstromsza pętla wyjazdu poszła na pierwszy ogień. Szczyrk-> Lipowa-> Tresna-> Przełęcz Kocierska-> Porąbka-> Przegibek-> Szczyrk. Nóżki bolą, nawadnianie obowiązkowe. 

4. Śniadania na tarasie <3

 

O ciuchach Kallisto też kiedyś Wam coś napiszę 🙂

 

Malinowska skała przez Skrzyczne, czyli nie takie Grażynowe mtb. Brawo dla Agatki że dała radę 🙂

Na koniec moje ulubione miejsce w domu (poza kanapą:)) przy którym powstał ten wpis.  

Kochani zapraszam Was na mój instagram tam się dzieje duuuuużo więcej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.